Nastała wiosna. Serce się raduje, sapie człowiek, bo z jednej strony złakniony po zimie tej energii z nieba, z drugiej- wyczerpany po zimie. Ot, przesilenie.
Wiosna, prócz kociego marcowania, kwitnienia roślin aspektu wiosennego (przylaszczki, zawilce, ziarnopłon) ma swoją jeszcze jedną bardzo spektakularną cechę- przynajmniej u naszych psów- linienie.
Garip ma bardzo gęsty podszerstek, Ruda w sumie mu nie odbiega, ale powierzchnia wypadania włosa mniejsza :) Nasz chłopak w tym roku wcześniej zaczął gubić włos niż w roku ubiegłym.
Do tej pory radziliśmy sobie wyczesując człowieczymi szczotkami. Jakoś nie miałam okazji przetestować wymysłów rynku groomerskiego- a to przez brak sklepów z ofertą do obejrzenia na miejscu.
W internecie - wiadomo- czasem coś wygląda ładnie, a po otrzymaniu tylko panie lekkich obyczajów lecą w powietrze.
Z Rudej i Garipa spokojnie 2 kompleciki- poduszka i kołderka, dla dzieciaków by wyszły.
Tymczasem, na Wystawie Championów w Lesznie zaczepił nas pan ze stoiska z psimi akcesoriami widząc nasze próby poskromienia kłębów kłaków zaproponował nam pewien przyrząd. I jak zwykle wkurzają mnie takie akcje z "promocją produktów" tak teraz rzeczywiście daliśmy się uwieść, bo sprzęt sprawdził się wyśmienicie.
Wygląda tak: