Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zagubienie psa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zagubienie psa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Jak zgubiłam Rudą.

Ruda się starzeje.
Kudły i ilość lat porastają jej przewody słuchowe.
Oczywiście słyszy kiedy idę z jedzeniem, kiedy wybieram się z nimi do lasu. Słyszy wtedy moje myśli.
Dobrze, że ich nie słyszała ( a może jednak?), kiedy ładowałam ją śmierdzącą do samochodu...

W niedzielę, jak to zwykle u mnie bywa, biorę psy i jadę je przewietrzyć.
Ponieważ aura pozostawiała wiele do życzenia, wpadłam szybko do lasu, na Bazaltową Górę. Osłonięte lasem więc da się jakoś przeżyć kiedy rzuca żabami i wieje.
Spacerek się udał. 

Już schodziliśmy do Foxa, kiedy Ruda nagle wystrzeliła i zapominając o swojej lekkiej, ale zawsze nadwadze i ósmym roku na karku, pod górkę o nachyleniu jak nic  oscylujący koło 45 stopni.
Wołam, wrzeszczę, klaszczę, gwiżdżę, cmokam. 

Totalna wesołość dzięciołów na widok mojej inwencji w nawoływaniu psa.

Garip się gapi, nie wie o co mi chodzi.
Chyba.

Poszłam z powrotem. Pomyślałam, że polecieć poleciała, ale wróci po naszych śladach. Z tym, że może w połowie drogi gdzieś ją znajdę?
Poszliśmy z Garipem, ale nic.
Dalej wołam, wrzeszczę. Już się wściekam na to całe życie, ze nie dość że ..., to na dodatek...., a do tego jeszcze mi brakuje, żeby mi Ruda zginęła. Żeby ją jakiś frustrat ciulowaty z flintą zastrzelił jako psa kłusownika...

Nic.
Nie ma.

Stanęłam w końcu  w miejscu, w którym suka pobiegła go góry. Na "samszczyt" tak zwany.
Hmmm...
- Garip- szukaj Rudej.

No i pomknął...Ciągnąc mnie za sobą. Był bardzo użyteczny. Nie ma to jak 70 kg wciąga pod górkę 55 kg, prawda?
Zataszczył mnie. 
I co?
A to- siedzi sobie Ruda i się na mnie gapi. Zestresowana z lekka. Myślałam, że może coś jej jest...
Było.
Z paszczy waniało jej padliną, a sama na szyi i barku także była umazana treścią jakiegoś ciała w rozpadzie. Nie wiem czy chciała tam zostać? Chyba tak...
Udzieliłam jej ostrej reprymendy, zgoda- gadałam za długo- ale wykorzystałam to, że mi się nie odszczeknie i...próbowałam zejścia.

Nie było to takie łatwe jak wchodzenie.
Nie zawsze moje ukochane buki są w pełni kochane, bo liście, namoczone deszczem mają ewidentnie zbrodnicze właściwości.
O mało nie zjechałam za psami na dupsku, a że bazaltem okolica paszowicka słynie tak bym sobie nieźle zadek o niego potłukła.

Poszłam po rozum do głowy i zeszłam najpierw z Garipem- o dziwo rozumiał, że mi to nie idzie za dobrze (już wtedy kolano mi zaczęło doskwierać) i nie ciągnął mnie, nawet oglądał się za panią- niezdarą.
Potem Ruda.


Jakby tego było, mało Ruda zwróciła w aucie to co znalazła w lesie, także mogłam potem w wyziewach trupich wracać do Tupajowiska....

Najważniejsze jednak, że się znalazła.
Jaki z tego morał?
Wracamy po psa w miejsce, gdzie go zgubiliśmy.
Jak mamy drugiego- nakłaniamy do pomocy w szukaniu.

Jak nie znajdziemy?
Na pewno ponawiać próby powrotu do miejsca kiedy widzieliśmy psa po raz ostatni. 
Poinformować sąsiadów, rozklejać ulotki.
Szukać w schroniskach, bazach danych - np. takiej .
Dlatego ważne są obroże z adresatkami oraz chipy. 
Oba moje psy są zachipowane. 

Oby jednak jak najmniej takich przygód nam się zdarzało.