Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 8 czerwca 2014

Kaukaz anatolijski.

Miejsce:
Stacja benzynowa
Osoby:
ja, Garip, Ruda, pan X, pani X

Ja, tylko na chwilę do budynku, po napój.
Obok, tankujący paliwo pan X. Pani X obok (gorąco; ociera pot z karku)
- A cóż to za rasa?- pyta pan X
- Kaukaz, mówię ci- mówi pani X
- Owczarek anatolijski- odpowiadam
- Ojej, a co to za rasa? Skąd?- znów podpytuje pan X o mało nie rozlewając paliwa
- Ma swoje korzenie w Anatolii, w Turcji- odpowiadam
- O...nie widziałem jeszcze takiego!- woła rozentuzjazmowany pan X. To psy pasterskie?
- Tak, do tego świetni przyjaciele rodziny- uśmiecham się
- No przecież mówiłam ci, że to kaukaz. Taki anatolijski.- burczy do niego pani X

"Kaukaz anatolijski" :)

wtorek, 8 kwietnia 2014

Kaganiec- tylko jaki?

Nos nie wygląda lepiej,ale się - odpukać- nie pogarsza.
Póki co dawka 1,5 tabletki Encortonu 20 mg.

Mimo problemów kasowych muszę pomyśleć o nowym kagańcu dla Garipa.
Ten, który ma, ma już - albo tylko- trzy lata i zardzewiał.

Tak, jest z tych metalowych wiaderek.
Miał dodatkowe mocowanie paskiem biegnącym między oczami, na kufie, ale ... się zgubiło. 
Generalnie obszerny, nie utrudniający ziajania i pies może w nim pić.
Mankamentem jest słaba jakość metalu i rdzewienie.

Jakiś czas temu czytałam o kagańcach fizjologicznych.
To znaczy najbardziej przyjaznych psiej mordzie.
O ile w ogóle kaganiec może być przyjazny.

Wiemy, że niekiedy trzeba. W przypadku wielu psów to codzienność.
Garip zawsze wychodzi poza dom w kagańcu. 

Wiedziałam, że nigdy nie będę używać kagańców takiego typu:

Z tworzywa sztucznego

Parciany
Skórzany

Wszystkie moze i lekkie (zaleta), ale...
Plastikowy- nie widziałam "wiader" na Garipa.
Parciane- to dla mnie maska nie do przyjęcia. Jak pies ma w tym ziajać? Napić się? Nieee...
Tylko na chwilę, w lecznicy weterynaryjnej na przykład- O.K.

Poniżej porażka totalna...



Skórzany- niestety, ale chyba w higienie nie da się go utrzymać.
Garip do glutowatych nie należy, ale czasem się uślini z lekka, do tego- woda- czy da się pić? Chyba nie.

Fizjologiczne maja tę przewagę, że są obszerne i wygodne dla psów.
Mogą w nich swobodnie dyszeć- a to podstawa, bo przecież psy chłodzą się dysząc, mogą pić, nawet jeść (np.smaczki podczas szkolenia).
Do tego dochodzi materiał z którego są wykonane, a jest to pokrycie z gumoplastiku (CHOPO) lub "gumy" jak z Baskervill'a .
Cena ostatniego mnie poraża...około 90,00 pln z przesyłką.
Chopo- około 60 pln.

Baskerville



czwartek, 13 marca 2014

Jak wygląda nos Garipa.

Stan nosa na dziś:


Leczenie:
Encorton 20mg 3 tabl. raz dziennie
Amoksycyklina ( Amotax 500 mg/5ml) 2x dziennie

Od niedzieli obniżamy dawkę kortykosteroidu o 10 mg.

Oby nos się zaleczył.
Nie wygląda dobrze.
Sam Garip też osowiały raczej.

A było tak dobrze....

sobota, 8 marca 2014

Znów złe wieści.Nawrót tocznia u Garipa.

Niestety.
Słoneczko przygrzało i powrócił horror z nosem Garipa.

Znów zwiększone łuszczenie grzbietu, a trufla w opłakanym stanie.

Na tydzień żegnamy minimalna dawke Encortonu.
Przez 7 dni ma dostać 3 tabsy dziennie (60mg) sterydu, do tego amoksycyklinę.

Zaczął znów  nam posikiwać.
Nie wiem czy te wypadki były przypadkowe czy się zaziębił.

Znów się martwię.
Jak zniesie tę podwyższoną dawkę Encortonu.
Ech...


poniedziałek, 24 lutego 2014

Żeby go nigdy nie skręciło- rzecz o ostrym skręcie żołądka u psów (OSŻ)

Duże psy kojarzą nam się z siłą.
Masywne ciała, spore rozmiary to nie tylko ich atuty. Często właśnie psy ras dużych, szczególnie tych o głębokiej klatce piersiowej są anatomicznie predysponowane do jednej z groźniejszych chorób psów- ostrego skrętu żołądka- OSŻ.
Nie jest to jednak choroba, która przytrafia się tylko psom dużym. 
Zachorować może każdy, jednakże wspomniana głęboka klatka piersiowa stwarza warunki do obrotu żołądka.


royal-canin.pl

royal-canin.pl


royal-canin.pl
Co jeszcze zwiększa ryzyko ostrego skrętu żołądka?
Ano- podawanie psom z misek na stojakach. 
Powiem tak- kiedy widziałam całą tę reklamę i zachwalanie tego typu misek, śmiać mi się chciało. Oczywiście, że psy - zwłaszcza rasy bardzo zmienione wskutek działań hodowlanych dalece odeszły od swoich przodków, ale podawanie psu jedzenia z ziemi (klasyczna micha) jest według mnie najbardziej korzystne.I naturalne.
 No i co? Okazało sie, że windowanie michy do góry sprzyja wspomnianemu schorzeniu. 


Co jeszcze sprawia, że OZŻ może wystąpić?

Także łapczywe jedzenie, łykanie powietrza.
Karmienie dużą porcją raz dziennie. 
Tu powiem, że ja karmię raz dziennie, ale swoich psów nie przekarmiam. Poza tym, pamiętajmy, że następnym działaniem prowokującym skręt jest aktywność fizyczna psa zaraz po posiłku. 
Psisko winno przynajmniej godzinę spokojnie trawić. Dlatego, przy założeniu, że nasz pies nocą śpi w domu, nie stróżuje aktywnie, moim skromnym zdaniem powinien jeść wieczorem.

Dodatkowymi czynnikami ryzyka są:
- ogólna nerwowość, pobudzenie psa (tu mogłabym martwić się o Rudą, ale ona to raczej beczka niż głębokoklatkowa...;))
- w przypadku diety- przejedzenie zaraz po i popicie wodą
- płeć- samce chorują częściej
- rasa - pewne rasy mają skłonność do tego schorzenia np. onki, boksery, dogi niemieckie, ale i jamniki
- wiek- powyżej 7 roku życia wzrasta ryzyko zachorowania
- predyspozycje genetyczne - prawdopodobna skłonność dziedziczenia 
- waga psa powyżej 50 kg

Jak się objawia OSŻ?

Objawy pojawiają się gwałtownie. Głównie zauważamy ślinienie się psa, niepokój, oblizywanie się, pies ma odruchy wymiotne, ale nie zwraca. 
Pojawia się powiększenie brzucha szczególnie po lewej stronie, za żebrami . Następują trudności w oddychaniu. Szybko mogą pojawić się objawy wstrząsu (blade błony śluzowe, przyspieszone bicie serca, słaby i szybki puls, pies słania się na nogach). 
W przypadku braku pomocy lekarza szybko następuje śmierć.

Jak się to leczy?
Przede wszystkim należy jak najszybciej oddać psa pod opiekę lekarzy. Tu liczy się każda minuta!
Zwykle do pierwszych działań leczniczych zalicza się uzupełnienie elektrolitów, wypuszczenie gazów zalegających w żołądku, podanie leków przeciwbólowych, przeciwzapalnych i antybiotyków, często podanie tlenu i wyprowadzenie psa ze wstrząsu.
Potem poddaje się psa operacji przywracającej prawidłowe położenie żołądka (czasem także śledziony), usuwa treść żołądkową,  czasem tkanki martwicze (jeśli doszło do nieodwracalnych zmian). 
Następnie wykonuje się gastropeksję- tj. przyczepienie żołądka do ścian jamy brzusznej tak, aby nie mógł się obracać.
(zabieg zalecany u wszystkich psów, które przeszły OZŻ).

Dosyć długa rekonwalescencja wymaga wiele wysiłku- zarówno od samego zwierzęcia, jak i od właściciela. Należy przestrzegać wskazań lekarza. 

Jednym z zaleceń w przypadku psów z predyspozycją do OZŻ jest wykonanie zabiegu gastropeksji. 
Podobno w 96% zapobiega skrętowi i nie powoduje skutków ubocznych. 
Jedyne czego można się bać, to sama narkoza i zabieg, bo każda operacja to jednak ryzyko.




---------------
Źródła:
Vetopedia.pl
royal-canin.pl


niedziela, 2 lutego 2014

Piękno sarplaninaca

Dzieje się różnie. Co się podzieje u mnie, w moim życiu- na tę chwilę nie ważne.
Postanowiłam jednak puścić wodze fantazji i popisać sobie i Wam o psach, które bym chętnie u siebie widziała.
Oczywiście, jeśli kiesa i stan lokalowy by pozwoliły, zapewne przygarnęłabym do stada jakiegoś biduraszka, ale biorąc pod uwagę chęć posiadania stada przeżuwaczy liczyłabym na psa z grup pasterskich.

O ile podhalany czy PONy mnie nie ruszają to sarplaninace jak najbardziej.
Należą d tej samej grupy co anatolian, nawet tej samej sekcji- molosy typu górskiego.
Rasa z rejony Serbii i Mołdawii czyli dawna Jugosławia. Hodowana przez miejscowych od dawien dawna jako pies użytkowy. Uznana pzrez FCI w 1939 jako owczarek iliryjski, w 1957, na wniosek Jugosłowiańskiego FCI zmienione na "jugosłowiański pies pasterski  z Szar Płaniny" .

Piękne psy. Z resztą- zobaczcie sami:


Foto z internetu
Pierwsza odmiana barwna jest w Polsce chyba najlepiej znana. 
Mnie osobiście bardzo podoba się ta na trzeciej fotce. To odmiana karabas, czyli "czarny pysk" i bardzo przypomina anatoliana.

Psy należą do typowych samodzielnych psów. Jako rasa pasterska muszą takie być, bo to one podejmują decyzje kiedy zostają same ze stadem. W stosunku do obcych psy są nieufne, ale swoje stado traktują uczuciowo i są bardzo troskliwe. To samo tyczy się dzieci i członków ludzkiej sfory.
Oczywiście w przypadku braku zajęcia typowego dla tej rasy (wypas), należałoby zatroszczyć się o właściwą socjalizację i wychowania, żeby nie nastręczać sobie i innym kłopotów.
To psy sporych rozmiarów, 70-82 w kłębie.
Sierść z bogatym podszerstkiem, typowe "kożuchowce" odporne na zmienne warunki atmosferyczne.

Hodowla sarpli jest również w Polsce, choć jest to jeszcze raczej rasa dość rzadka.





środa, 29 stycznia 2014

Dorszem, soją i tokoferolem w Garipa- łup!

Łojotok tłusty zelżał.
Nic nie robiłam prócz minimalnej zmiany diety.
Od dwóch tygodni psy dostają tchawice wieprzowe 2:1 z korpusami kurczaka.
Jak nie ma rur, muszą dzień dwa wytrzymać na śledzionach- to gorsza opcja.

Do tego olej rzepakowy.

Od dziś, po wizycie u weta, Garip dostaje suplement oparty na trzech składnikach, które można kupić oddzielnie...


Skład specyfiku to olej z dorsza, olej sojowy i witamina E.
Całe 43 pln za 250 ml. W lecznicy.  W internecie od 36,00do 48,00 pln, plus koszty dostawy oczywiście).

Skład:
kwasy: linolenowy, gamma-linolenowy, eikozapentaenowy, dokozaheksaenowy, arachidonowy.

Z tego co patrzyłam pierwszy z olejów można kupić już za 15 pln (litr), sojowy za podobną cenę.
Obaczym jak po tym skóra będzie wyglądać, ale to już po linieniu, bo akurat chłopak się leni....

Na pewno nie zaszkodzi,bo specyfik dedykowany jest psom właśnie w okresie wymiany sierści.
Skład typowy dla preparatów dermatologicznych.

Szkoda, że cena taka trochę galaktyczna. Składniki raczej z Drogi Mlecznej nie pochodzą....

czwartek, 23 stycznia 2014

Garip na przeglądzie i co z tego wynikło.

Dziś odwiedziliśmy naszych Weterynarzy w Jaworze.
Po pierwsze, żeby zważyć Garipa, bo czułam, ze schudł, po drugie- celem obejrzenia futra, bo... miałam wrażenie, że mu ten tłusty łojotok  zmalał i łuski są suche.

Waga rzeczywiście poszła w dół o cale 2 kg (obecnie waży 68 kg), jednak to więcej niż było przed leczeniem sterydami, ale mniej niż w najgorszym czasie, kiedy to napompowany zatrzymującą się w tkankach wodą pies,ledwo się poruszał. Powiększona wątroba też robiła swoje.

Nie wiem jaka jest przyczyna zmniejszenie objawów łojotoku.

Co prawda zmieniłam nieco żywienie...
W dietę włączyłam podroby wieprzowe, tchawice i śledzionę. Niestety tylko do takich, tanich ochłapów mam dostęp.
Oczywiście marchewa no i dodatek oleju.
Na razie lej rzepakowy, potem, jak portfel pozwoli- lniany.

Oczywiście do podrobów wrzucam nieśmiertelne korpusy kurczaków, bo podroby to nie mięso.
Na dodatek zawierają - w odróżnieniu od mięsa, sporo fosforu więc trzeba uważać.

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Jak zgubiłam Rudą.

Ruda się starzeje.
Kudły i ilość lat porastają jej przewody słuchowe.
Oczywiście słyszy kiedy idę z jedzeniem, kiedy wybieram się z nimi do lasu. Słyszy wtedy moje myśli.
Dobrze, że ich nie słyszała ( a może jednak?), kiedy ładowałam ją śmierdzącą do samochodu...

W niedzielę, jak to zwykle u mnie bywa, biorę psy i jadę je przewietrzyć.
Ponieważ aura pozostawiała wiele do życzenia, wpadłam szybko do lasu, na Bazaltową Górę. Osłonięte lasem więc da się jakoś przeżyć kiedy rzuca żabami i wieje.
Spacerek się udał. 

Już schodziliśmy do Foxa, kiedy Ruda nagle wystrzeliła i zapominając o swojej lekkiej, ale zawsze nadwadze i ósmym roku na karku, pod górkę o nachyleniu jak nic  oscylujący koło 45 stopni.
Wołam, wrzeszczę, klaszczę, gwiżdżę, cmokam. 

Totalna wesołość dzięciołów na widok mojej inwencji w nawoływaniu psa.

Garip się gapi, nie wie o co mi chodzi.
Chyba.

Poszłam z powrotem. Pomyślałam, że polecieć poleciała, ale wróci po naszych śladach. Z tym, że może w połowie drogi gdzieś ją znajdę?
Poszliśmy z Garipem, ale nic.
Dalej wołam, wrzeszczę. Już się wściekam na to całe życie, ze nie dość że ..., to na dodatek...., a do tego jeszcze mi brakuje, żeby mi Ruda zginęła. Żeby ją jakiś frustrat ciulowaty z flintą zastrzelił jako psa kłusownika...

Nic.
Nie ma.

Stanęłam w końcu  w miejscu, w którym suka pobiegła go góry. Na "samszczyt" tak zwany.
Hmmm...
- Garip- szukaj Rudej.

No i pomknął...Ciągnąc mnie za sobą. Był bardzo użyteczny. Nie ma to jak 70 kg wciąga pod górkę 55 kg, prawda?
Zataszczył mnie. 
I co?
A to- siedzi sobie Ruda i się na mnie gapi. Zestresowana z lekka. Myślałam, że może coś jej jest...
Było.
Z paszczy waniało jej padliną, a sama na szyi i barku także była umazana treścią jakiegoś ciała w rozpadzie. Nie wiem czy chciała tam zostać? Chyba tak...
Udzieliłam jej ostrej reprymendy, zgoda- gadałam za długo- ale wykorzystałam to, że mi się nie odszczeknie i...próbowałam zejścia.

Nie było to takie łatwe jak wchodzenie.
Nie zawsze moje ukochane buki są w pełni kochane, bo liście, namoczone deszczem mają ewidentnie zbrodnicze właściwości.
O mało nie zjechałam za psami na dupsku, a że bazaltem okolica paszowicka słynie tak bym sobie nieźle zadek o niego potłukła.

Poszłam po rozum do głowy i zeszłam najpierw z Garipem- o dziwo rozumiał, że mi to nie idzie za dobrze (już wtedy kolano mi zaczęło doskwierać) i nie ciągnął mnie, nawet oglądał się za panią- niezdarą.
Potem Ruda.


Jakby tego było, mało Ruda zwróciła w aucie to co znalazła w lesie, także mogłam potem w wyziewach trupich wracać do Tupajowiska....

Najważniejsze jednak, że się znalazła.
Jaki z tego morał?
Wracamy po psa w miejsce, gdzie go zgubiliśmy.
Jak mamy drugiego- nakłaniamy do pomocy w szukaniu.

Jak nie znajdziemy?
Na pewno ponawiać próby powrotu do miejsca kiedy widzieliśmy psa po raz ostatni. 
Poinformować sąsiadów, rozklejać ulotki.
Szukać w schroniskach, bazach danych - np. takiej .
Dlatego ważne są obroże z adresatkami oraz chipy. 
Oba moje psy są zachipowane. 

Oby jednak jak najmniej takich przygód nam się zdarzało.



środa, 25 grudnia 2013

Łojotok tłusty. Kolejny cios w Garipa.

Jak się nie obrócisz- dupa z tyłu...
Albo- jak nie urok- to sraczka.

U nas- jak nie toczeń- to... łojotok tłusty.

Garip.

Garip gapi się na Paszowice ze szczytu Bazaltowej Góry.

Mój kochany pies, nie dość, że zmaga się z toczniem, na dodatek zachorował na łojotok.
Podczas czesania- linieje akurat, zauważyłam u niego kaszowate twory na skórze.
Umiejscowione głównie na grzbiecie, w okolicy lędźwiowej, także za łokciem jednym i drugim. 
W tych miejscach zawsze miał mniej podszerstka więc szybciej to zauważyłam.

Początkowo myślałam, że to w wyniku moich zaniedbań.
Biję się w pierś lewą i prawą, ale nie szczotkuję go raz w tygodniu.
Poza porą linienia- zwykle czynie to co 2-2,5 tygodnia.

Krupy, plus wyłażenie sierści oblepionej sebum u podstawy włosa.
Oczywiście podszerstek wyłazi, a za nim długi włos więc tworzą się wyliniałe obszary lub takie o przerzedzonym włosie.

Zmiany w skórze wskutek schorzeń łojotokowych (internet)

Nasza Wetka stwierdziła, że to właśnie tłusta odmiana łojotoku (jest też suchy).
Przyczyną schorzenia są zaburzenia w tworzeniu naskórka, przy czym może mieć ono podłoże genetyczne (nadczynność tarczycy, niedoczynność kory nadnerczy) , być wynikiem stanu zapalnego skóry, zmian hormonalnych lub wynikiem złego żywienia (niedobór NKT, zw. siarki).
Do tego dołącza się nieprawidłowa pielęgnacja, ale i czynniki zewnętrzne- głównie pogodowe tudzież bytowania psa (np. cięgle zawilgocona sierść przy grubym podszerstku).

U Garipa można wziąć wszystko pod uwagę.

Toczeń, jako choroba autoagresywna, która u niego wystąpiła daje minimalne "szanse", że i łojotok przytrafił mu się, bo jest w jakiś sposób podatny.
Leczenie kortykosteroidami nie odbywa się bez wpływu na jego układ hormonalny więc zaburzenia skórne mogą występować.

Charakterystyka okrywy włosowej też nie jest bez znaczenia, bo podwójny podszerstek jest co prawda świetną izolacją, ale jak juz np. zawilgnie to długo schnie. 
Przepływ powietrza jest utrudniony.
W pełnym słońcu nie może psisko leżeć, bo toczeń aktywizuje się pod wpływem promieniowania UV....

Co do diety- to największy problem, bo rzeczywiście jada raczej monotonnie.
Porcje rosołowe z ryżem, kaszą, do tego marchewka.

Na zmianę z tchawicami wieprzowymi.


Należałoby dorzucić mu trochę nienasyconych kwasów tłuszczowych z oleju lnianego na przykład.
Marchew jak najbardziej, bo to źródło wit. A.

Zapewne są jakieś suplementy.

Sugerowane są też specyfiki do stosowania miejscowego- aby usuwać nadmiar łoju i nie doprowadzić do zatkania porów, a także wtórnych zakażeń przez drobnoustroje.
To lecznicze szampony na bazie biosiarki lub dziegciu.



Myślę, że na początek wypróbuję ten powyżej.
Preparaty z wyższej półki niestety na razie nie wchodzą w grę.
No i dochodzi to, że kapać to ja sobie mogę Garipa...etapami. 

Będzie trzeba stosować miejscowo.
No i chyba chłopak musi się przyzwyczaić do suszarki do włosów. 
Siedzi na dole domu, a tam zbyt ciepło nie jest. 
Jeszcze mi brakuje przeziębienia....



czwartek, 21 listopada 2013

Wyniki Garipa- słońce w mroku...

Kochani- wszyscy mi bliscy, a także ci, którzy psy lubią, kochają i kibicują Garipowi- dziś odebrałam wyniki mojego kochanego, psiego chłopaka.
Są "bez zarzutu", jak to określiła Pani Weterynarz.
Czyli- wszystko w normie!

Nawet nie wiecie jak się cieszę!
To wielka iskierka pozytywnej energii w obecnym stanie mojego umysłu...

piątek, 15 listopada 2013

Potomkowie wilka strasznego, sztuk dwie- w Tupajowisku.

Jestem świeżo po lekturze notki z portalu Crazy Nauka, w której to piszą o ostatnich doniesieniach z "Science".
Okazuje się bowiem, że wszystkie psy wywodzą się z rasy wilków żyjących na terenie Europy.
Upada zatem- przynajmniej na razie;) teza, że nasi psi ulubieńcy wywodzą się z terenu Azji i Bliskiego wschodu.

"Zespół profesora Roberta Wayne’a z University of California przebadał geny trzech ras wilków pochodzących ze Wschodniej Azji, Bliskiego Wschodu i Europy oraz dwie starożytne i jedną współczesną rasę psów. 
Okazało się, że wszystkie wilcze rasy tworzą jedną grupę, która jest genetycznie odległa od psów – zarówno współczesnych, jak i dawnych ras".
Stwierdzono, że ,wilki zostały oswojone przez grupy myśliwych, pozostawiających po sobie resztki po upolowanej zwierzynie.
Wabiły one wilki, a te stopniowo zbliżały się do ludzi.
Wyjaśnienia tłumaczą proces genetycznego wyróżniania się psów spomiędzy wilków.

Co ciekawe- okazuje się, że, stada wędrujących wilków nie krzyżują się z grupami osiadłymi, co obserwuje się także współcześnie  (kiedy watahy wędrują za karibu).

Badaniem objęto zachowane geny ze szczątków 10 zwierząt zbliżonych do wilka o 8 podobnych do psów. Wszystkie były starsze niż 1000 lat, najstarsze miały ponad 30 000 lat. 
I tu udało się wreszcie trafić na trop pokrewieństwa. Badacze doszli do wniosku, że wszystkie współczesne psy pochodzą od europejskiej rasy wilków, która już dziś nie istnieje
Wiemy, że istniało sporo populacji takich wilków – wśród nich gatunek zwany dziś wilkiem strasznym, który polował na zwierzęta takie jak konie, bizony a nawet bardzo młode mamuty.

Prawdopodobny wygląd Canis dirus (niekiedy nazywanego wilkiem strasznym), foto- Wiki

A to już potomkowie wilka strasznego....






czwartek, 14 listopada 2013

poniedziałek, 11 listopada 2013

Ruda czyta w moich myślach.

Ktoś tam- zapewne ten, kto psów ani innych zwierząt nie lubi lub ma do nich stosunek utylitarny powie- bzdura.
A ja mówię: nie. Prawda. 
I za mną pewnie wszyscy ci, którzy mają silny związek ze swoimi zwierzami.

Ruda, jeszcze nie w Tupajowisku


To, że Ruda może kojarzyć dzień wolny (niedziela) z wyjazdem do lasu- jak najbardziej.
Samochód Kamaxa stoi. 
Później wychodzą na podwórko.
 Dzwony...naparzają o ósmej rano.
Cicho ogólnie, mały ruch uliczny; dzieci nie idą do szkoły.

To wszystko daje jej informację, że potencjalnie jest okazja przewietrzenia futra.
Ale- tylko potencjalnie.

Pora- nie jest dokładnie określona.
Raz jest to okolica dziesiątej, raz jedenasta.
Powiecie- nieduży margines. I - w sumie macie rację.
Czasem jednak wypada losowo dzień, w którym Kamax bierze wolne i wtedy chcę z psami w las....

Kiedy jednak nie mam możliwości wyjazdu,a nie stoi na przeszkodzie opad deszczu.
Ruda siedzi cicho.

Kiedy jednak zbieram się do wyjazdu z nią i Garipem, już zza okna słychać jej "pienia".
Jęczy i skamle głośno podekscytowana.
A czemu?

Nie słyszy mojego głosu. Nie obwieszczam wszem i wobec, że oto ruszam z psiarnią w las.

Po prostu czuje moje myśli.
To, że sie ubieram, zastanawiam w którą stronę pojedziemy.

Groszek,  nasz nieodżałowany Pies z mojego rodzinnego domu, też "to" miał.
Czuł, kiedy miał przyjechać mój Brat (kiedy studiował),  Dudek teraz czuje mój przyjazd z Absorberami do Rodziców.

Garip nie wydaje dźwięków więc trudno mi powiedzieć czy czuje jak Ruda.
Pewnie tak.

Ożywiony trochę ostatnio, też dostaje lekkiego drżenia przy szykowaniu do leśnej eskapady.

Jej...jak ja je kocham, te moje sierściuchy!

P.S.
Artykuł z rozmową z dr Rupertem Sheldrake na temat telepatii psów znajdziecie tu klik , a tutaj klik- badania na szczurach, które potwierdzają telepatyczne porozumiewanie się tych ssaków.


wtorek, 22 października 2013

HELP- zawirusowano mi Ostoję!

Jeśli korzystacie z google chrome - zauważyliście, że Ostoja została zablokowana.
Podobno jest zawirusowana.

Czy ktoś miał już podobny problem?
Dajcie znać na priv,bo jak znam życie to zaraz  i ten blog przestanie działać....

niedziela, 13 października 2013

Uff...trochę lepiej.

W miniony czwartek upuściliśmy Garipowi krwi do badań biochemicznych.
Wygląda to na lekką poprawę.

aminotransferaza asparaginowa-20 U/l (norma 3-37 U/l)
aminotransferaza alaninowa-156 U/l (norma 3-45 U/l)
fosfataza alkaliczna-354 U/l (norma 30-120 U/l)



Wg naszego weterynarza jest się z czego cieszyć, także...cieszymy się !
Mam jednocześnie nadzieję na dalszą obniżkę wskaźników wątrobowych.
Nochal wygląda lepiej.
Brak strupków, wraca miejscami struktura lusterka nosa.

Zmiany na napletku nie powiększają się.

Chłopak ma humor i kondycja wraca, choć zapewne dobre samopoczucie skorelowane jest u niego z temperaturą i aurą. 
Chłód i mniejsza ekspozycja na słońce to jest to!






wtorek, 24 września 2013

Chyba z Nim lepiej, bo bawi się...Rudą.

Encorton z obniżoną dawką przez kolejne dwa tygodnie, potem badanie krwi.
Póki co Garip jakoś bardziej żywy, przypomniał sobie swoją ulubioną zabawę. 

Ciągnięcie za ogon Rudej.
Ponieważ nie posiadam aktualnej foty z placu zabaw, zamieszczam tę, sprzed około 1,5 roku.

Dodajcie Garipowi 20 kg, a Rudej odejmijcie 8 kg. Reszta się nie zmieniła.
Noooo, może zniknęła darń z kamieni, na których stoją psy :)



niedziela, 8 września 2013

Wątroba ma się słabo, ale humor dopisuje


W poprzednich postach pisałam Wam o wynikach badań krwi Garipa oraz tym, że obniżamy dawkę azatiopryny do zera.
Wyniki były złe i tak AST wynosiło 318 U/l (norma 3-37), fosfataza alkaliczna 427 U/l (norma 30-120).
Zeszliśmy całkiem, także od 3 tygodni leczony był tylko Encortonem. Do tego Essentiale Forte oraz Hepatil.
W zeszły piątek byliśmy na pobraniu krwi.
Masa ciała osiągnęła 71 kg.

Wyniki jakie dziś otrzymałam zmartwiły mnie.
O ile AST ma wartość niewiele przekraczającą normę (40 U/l), to ALAT skoczyło w górę do 453 U/l (norma: 3-45 U/l), a fosfataza alkaliczna podniosła się do 582 U/l.

Ręce opadają.

Wet każe obniżać dawkę Encortonu. 
Przez 2 tygodnie o 1/2 tabletki.

Zobaczymy.
Magiczne słowo...

Ogólnie to wydawało mi się,że wyniki będą lepsze, bo pies ma więcej w sobie życia. 
Intensywniej reaguje na otoczenie. Nie jest już tak apatyczny, no i wyraźnie zmniejszył się obrzęk wątroby.
Spacery też już bardziej go cieszą, jest ożywiony; dziś nawet o mało nie poleciał za watahą dzików.



 Jak widać Ruda sobie pływa,a Garip się gapi.
To jednak raczej nie związane z jego stanem zdrowia.
Po prostu nie przepada za wodą.